Monday, August 10, 2009

W oczekiwaniu na Mimi...


I Helutka... Bo Helutek ciągle jeszcye jest w Czechach...

Monday, August 3, 2009

Nowosci...

Sporo się u nas wydarzyło w ostatnim czasie...

W czerwcu Helutek zrobił sobie Wakacje:
- Pojechał najpierw do Prostejova (bez Mamy i Taty!)...
- Potem do Warszawy (bez Mamy i Taty!)...
- A potem nad morze (z Mama i Tata!)...



W tym czasie w Monachium zrobiło się ciepło.


Na trzy tygodnie do Helutka przyjechał Dziadek (czyli Dedzi), który codziennie zabierał Helutka na rowerowe wycieczki. Mama rano szła do pracy, popołudnia spędzała z Helutkiem na placu zabaw, a wieczorami zasypiała o Helutkowej porze, bo tak ją te zabawy wykańczały. Czasami Mama zrobi jeszcze pranie, albo ugotuje jakiś dobry obiad dla Helutka (wtedy i Tata się pożywi), odkurzy mieszkanie (bo Helutek przynosi do domu tony piasku we wszelkich zakamarkach swojego małego cialka – piasek jest w Helutkowych uszach, i w nosie, pod paznokciami, w pupie, w kieszonkach kurteczki, w podwiniętych spodenkach, no po prostu wszedzie! Przy dwóch dniach bez odkurzania, Mama wynosi worek piasku z mieszkania. I zbieranie zaczyna sie od nowa… Helutek uwielbia piasek...), albo po prostu poprzytula sie do Helutka. Bo przytulanie się do Helutka jest najprzyjemniejszą rzeczą na świecie!

Tak było, jak był u nas Dedzi...

Potem Helutek pojechał z Mamą i Tatą na ślub do Wrocławia i przywiózł sobie z tamtąd Babcię (czyli Babi)...


A potem Babi wróciła do Warszawy, a Helutek znowu pojechał na urlop. Do Prostejova. Na całe dwa tygodnie!

Nasza Mimi...

Ale najwiekszą nowością jest przecież to, że w Mamy brzuchu rośnie Mimi! Mimi rozpycha się w brzuchu nieznośnie, w nocy spać nie pozwala i generalnie brakiem temperamentu nie grzeszy.

Mimi jest mała (czyli maji) i dlatego mieszka u Mamy w Brzuchu. Jak Helutek był maji, to też mieszkał u Mamy w Brzuchu. A teraz Helutek jest duły i sam już chodzi po świecie - chociaż tak prawdę powiedziawszy to Helutek po świecie nie chodzi, Helutek po świecie biega. Sprintem.

Czasami, przy zasypianiu, Mama przykłada ucho do plecków Helutka i słucha jego bijącego serduszka. I wtedy Mimi się budzi. I zaczyna skakać i prosić, bo też chciałaby przytulić się do Helutka (a nie ma nic przyjemniejszego na świecie niż przytulanie się do zasypiającego Helutka). A Mama Mimi pogłaszcze i tylko powie cichutko, żeby jeszcze chwilkę poczekała, bo przecież jest jeszcze bardzo, bardzo maji...

Sunday, August 2, 2009

Vánoce 2008

Sunday, July 26, 2009

Babiččin film

Babička natočila v květnu moc hezký film o procházce ve Westparku.

Thursday, May 21, 2009

Strojnisia

Wednesday, May 20, 2009

Monday, May 18, 2009

Góry

Wczoraj byliśmy w Górach. Helutek lubi jeździć w Góry, bo w Górach zawsze dzieje się dużo ciekawych rzeczy. Co prawda w Górach nie jest tak ciekawie jak w Westparku, ale od czasu do czasu pojawia się jakiś Biergarten i wtedy to już nic Helutka nie powstrzyma przed wskoczeniem do piaskownicy.

Cała tajemnica polega na tym, żeby jak najbardziej zmęczyć Mamę i Tatę. Helutek zazwyczaj obiera strategię jedzenia i picia - bo jak Tata pobiega kilka godzin po Górach z Helutkiem na plecach, a Mama pobiega z plecakiem pełnym jedzenia, wody i czystych pieluch, to już o niczym innym nie marzą, tylko żeby usiąść spokojnie w Biergartenie. A jeśli w tym Biergartenie jest piaskownica, to Helutek jest najszczęśliwszy na świecie!


Saturday, May 16, 2009

To tyle od nas...

Mama i Tata wrócili z Maroka, Helutek wrócił z Warszawy, urlop się skończył i trzeba było powrócić do codziennych zajęć...

Sprzątanie, telefonowanie, opowiadanie o przezytych atrakcjach...





A w Maroku było tak, jak to bywa na prawdziwej wyprawie na Pustynię - cieżko i męcząco, ale bardzo ciekawie...

Saturday, May 2, 2009

Relacja z Podrozy III

Dzisiaj odpoczywamy. Na obiad chcielismy zjesc cos europejskiego, bo Mama na pustyni dostala sraczke (na szczescie w srodku nocy, bo drzewka nie bylo zadnego...), dlatego na dzisiejsy obiad Mama zamowila sobie spagetti a Tata pizze. Drogo bylo, bo to europejskie... I Mama dostala nieslony makaron z odrobina zoltego sera, a Tata niesmaczna miniature pizzy. I to tylko utwierdzilo nas w przekonaniu, ze do konca urlopu bedzie trzeba jesc po marokansku... Czyli tak:



No i pic marokanska herbatke:


I jeszcze kilka dzisiejszych zdjec z Ait-Benhaddou: