Monday, December 31, 2007
Czekamy na Nowy Rok!
Sunday, December 30, 2007
Helutek wyprawia Sylwestra!
Saturday, December 29, 2007
I po Świętach...
Najpierw Mamie udało się sfotografować śmichy-hichy Helutka:
Potem mieliśmy odwiedziny BaDziaWu, czyli Babci, Dziadka i Wuja Mata:
Fajne były te Święta... Będziemy czekać na następne!
Tuesday, December 25, 2007
Monday, December 24, 2007
Święta, Święta!
Mama, Tata i Helutek
wraz z Babcią, Dziadkiem i Wujem Matem
_____________________________
Přejeme vám všem šťastné a veselé vánoce a všechno nejlepší v novém roce. Děkujeme, že nás na našem blogu pravidelně navštěvujete a budeme se na vás těšit i příští rok.
Mamka, taťka a Helenka
_____________________________
Wir wünschen jedem von Euch eine kleine Weihnachtselfe, die Euch beschützt und Euch Glück bringt... Jedem von Euch eine kleine Helena :)
Euch allen ein wunderbares Weihnachtsfest!
Magda, Luděk und Helenka
Thursday, December 20, 2007
Helutek lubi sobie Splunąć...
A Helutek, jak już sobie splunie, to wygląda tak, jakby to nie on nabroił:
Tuesday, December 18, 2007
Principessa w Różowej Sukience...
Monday, December 17, 2007
Helutek miewa Zachcianki...
Historia ze Szpitalem...
W zeszłą środę Mama spakowała manatki i poszła spacerkiem przez Theresienwiese, popychając wózek z Helutkiem, do Szpitala. W szpitalu przyjął nas bardzo miły Pan Doktor, z którym Helutek dzielnie współpracował do momentu, kiedy go Pan Doktor przewrócił na brzuszek. A że leżenie na brzuszku jest jedną z tych rzeczy, których Helutek nie znosi, to mu się wizyty w Szpitalu serdecznie odechciało.
W Szpitalu Helutek i Mama spędzili trzy dni. Helutka obejrzano dokładnie ze wszystkich stron, zmierzono, zważono i... uśpiono. Helutek bardzo dzielnie zniósł te wszystkie zabiegi, grzecznie wytrzymał głodówkę, a Mama wręcz nawet podejrzewa, że nie zauważył całego zamieszania. Zwłaszcza że większą część wizyty w Szpitalu zwyczajnie przespał! Pan Doktor wylaserował mu nosek, śladu po zabiegu nie ma żadnego i nawet to Helutka nie zabolało. Za miesiąc idziemy na wizytę kontrolną i znowu Profesor będzie oglądał Helutkowy Nosek. A Mamie podoba się czerwony nosek Helutka - zupełnie jak Rudolph the Red-Nosed Reindeer, hi hi...
I dziękujemy wszystkim za Trzymanie Kciuków i za Słowa Otuchy, za sms-y i komentarze na Blogu :)
I pozdrawiamy Grzesia i Julkę, fajoskich Helutkowych-Kumpli-Do-Zabawy w trakcie wizyty u Babci i Dziadka!
Sunday, December 16, 2007
Friday, December 14, 2007
Wiele hałasu o nic!
Tyle było krzyku, a cały ten Zabieg okazał się pryszczem! Helutek był taki grzeczny. Wszyscy się nim zachwycali. Nic go nie bolało. Praktycznie cały pobyt w szpitalu przespał...
Mama za to spać nie mogła - patrzyła się na wszystkie te chore Maleństwa, które w szpitalu spędzają większość swojego życia...
Tuesday, December 11, 2007
Helutkowe Zabawki...
Najpierw do Helutka przytulał się Misio. Ale Helutek Misia ignoruje, bo Misio nie grzechoce. A potem Mama zagrzechotała Myszką. Myszką Helutek już się zainteresował, ale tylko jak Mama nią potrząsała. Helutek stracił zainteresowanie Myszką, natychmiast jak tylko Myszka przestała grzechotać...
Monday, December 10, 2007
BaDeTe odjeli...
Děkujeme Babičce, Dědovi, Tetičce, obam Prababičkam, Pratetě (hi, hi) a Markové spol., Sousedce Irence, Petí, a všem ostatnim za dárky, a hlavně za to, že na nas mysli... A těšime se na dalši navštěvy :-)
Friday, December 7, 2007
Kilka zdjęć z dzisiejszego spacerku z Delią...
Helutek idzie na Tolwood!
Ale nie o tym miało być... Miało być o tym, że choć poranki są zimne i deszczowe, to w południe się wypogadza i nad Monachium wychodzi słońce! Dlatego Mama spędza dużo czasu z Helutkiem na dworzu - w końcu Helutek to takie nasze małe jesienne Sluničko...
I dzisiaj znowu się rozpogodziło! Więc Mama za chwilkę wsadzi Helutka do wózka i pojedzie razem z Delią i jej Mamą na Tolwood - będą oglądać bąbki, gwiazdki i światełka i będą wdychać Zapachy Świąt (przy przyświecającym im jesienno-zimowym słoneczku)...
A dneska přijedou za nama BeDeTe (Babička, Děda a Teta) - už se na nich tešime :)
Thursday, December 6, 2007
Helutek znowu przytył...
Są trzy rzeczy, które Helutek wprost uwielbia:
- leżenie z gołą pupą na przewijaku (i wymachiwanie nóżkami)
- kąpiele (i wymachiwanie nóżkami w wodzie)
- grzechotkę
Są również trzy rzeczy, które Helutka doprowadzają do wściekłej pasji:
- kurtka
- kombinezon
- leżenie na brzuszku
A doprowadzony do wściekłej pasji przez kurtkę, kombinezon lub ewentualnie położenie go na brzuszku Helutek wygląda tak:
Wednesday, December 5, 2007
Krótka historia Helutkowego przyjścia na świat... (5)
Jak Mama wynudziła się już na KTG (Tata się nie nudził, bo zabrał ze sobą książkę. Przewidujący jest ten Tata, zabrać książkę do porodu...), przyszła ponownie Pani Położna. Mama z przerażeniem stwierdziła, że Skurcze się skurczyły, tzn. i zmalały i straciły na częstotliwości. Nie był to dobry znak dla Mamy, bo Mama przecież już od kilku godzin chciała rodzić! Pani Położna zawołała Panią Doktor, a Pani Doktor zawołała Pana Doktora. I jak już przyszedł Pan Doktor (Mama była już kompletnie skołowana kto jest kto, bo w międzyczasie przyszło jeszcze kilka Pań Położnych, które wyraźnie czyhały na Mamine KTG), to orzekł, że właściwie możemy jeszcze czekać na porządne Skurcze, ale on to by radził zaaplikować oksytocynę i podstawił Mamie Papier do Podpisania pod nos. Ale Mama głupia nie jest i od razu pyta, czemu on jej podstawia Papier do Podpisania pod nos? Pan Doktor zaczął wyjaśniać, trwało to dość długo i Mama zaczynała już się niecierpliwić – w końcu chciałaby już popatrzeć na swojego Helutka! A że wyjaśnienia brzmiały rozsądnie, Mama podpisała Papier, Pan Doktor wyszedł i za chwilkę wrócił z malutką pastylką. Mama pastylkę połknęła i ustaliła z Panem Doktorem, że przyjdzie na ponowne KTG o godzinie trzynastej. W między czasie Tata wdał się jeszcze w dyskusję z Panem Doktorem, kiedy tak właściwie tego porodu możemy się spodziewać i czy on zdążyłby jeszcze pojechać na chwilkę do pracy (bo ma jeden raport do skończenia...). Pan Doktor zapewnił Tatę, że może spokojnie do swojej pracy jechać, bo to jest historia na następnych kilka godzin, jeśli nie dłużej, i pewnie Mama będzie przychodziła po kolejne pastylki, bo przy pierwszej ciąży, to na jednej pastylce się nie kończy. No kurcze, Mama zapomniała zabrać książkę!
Tak więc Tata pojechał do pracy, a Mama zeszła do swojego pokoju, usiadła na łóżku i nastawiła się na dłuuugie czekanie. Minęła godzina dziesiąta...
Pół godziny później Mama na łóżku nie była już w stanie siedzieć. To znaczy siadała sobie na łóżku, a potem przychodził Skurcz i Mama od razu z łóżka zeskakiwała. A ponieważ Mama grzeczna jest i lekarzy się słucha, to Paniki nie urządza. Kazali wrócić na KTG o godzinie trzynastej, mamy dopiero jedenastą, więc Mama zaciska zęby i w pokoju siedzi!
Przed godziną dwunastą Mama nie była w stanie wydawać z siebie rozsądnych dźwięków, więc napisała krótkiego sms-a do Taty (że ma natychmiast wracać do szpitala!) i postanowiła pójść się zapytać, czy rzeczywiście ma czekać do godziny trzynastej, bo tak prawdę powiedziawszy, to ona już nie może tych bóli wytrzymać! No i wyszła z pokoju, co jakiś czas przystając i podpierając się ściany.
Pod salą z KTG okazało się, że wszystkie aparaty są zajęte i kazano Mamie „chwilkę” poczekać. W takich sytuacjach Mama zazwyczaj bywa agresywna, bo bardzo nie lubi, jak się ją lekceważy, ale ponieważ była już na pół zamroczona a Panie Położne biegały, jakby miały owsiki w pupie, to stanęła grzecznie (w na pól wyprostowanej pozycji) na korytarzu i czeka.
O godzinie dwunastej do szpitala dobiegł zdyszany Tata i zastał Mamę zgiętą w pół pod oknem na korytarzu. Strach pojawił się w jego oczach, ale Mama była jeszcze w stanie mu wyjaśnić, że pozycji pionowej nie jest w stanie już do dawna osiągnąć, ponieważ ją BOLI i żeby on poszedł tam zrobić jakąś awanturę, bo nie chcą jej wpóścić na KTG! Tata zaczął więc bojowo interweniować, a Panie Położne tylko trzasnęły mu drzwiami przed nosem i kazały czekać aż się zwolni aparat. Ale chwilkę później wpóściły i Mamę i Tatę do środka, podłączyły Mamę do KTG i uciekły (znowu im się pojawiły owsiki w pupie). Tylko że Mama nie była w stanie ani leżeć, ani siedzieć, ani stać w pionie i w dodatku zaczęła z siebie wydawać jakieś dziwne dźwięki, których nigdy wcześniej nie wydawała! Tatę wyraźnie zaczęło ogarniać Przerażenie, dawno zapomniał o swojej kamerze, aparacie i książce i zaczął biegać za biegającymi Paniami Położnymi, żeby jakoś tej Mamie pomogły.
I teraz nastąpi dygresja ze strony wszystko-wiedzącego narratora (bo na tym etapie to ani Mama, ani Tata nie zostali o tym poinformowani) – Helutek urodził się dokładnie na samym wierzchołku niemieckiego baby boom-u. Dlatego Panie Położne udawały głuche i nie zaprowadziły wydającej z siebie dziwne dźwięki Mamy na salę porodową – wszystkie pokoje były zajęte!
A potem przyszła jeszcze Pani Doktor, zbadała Mamę i powiedziała, że już jest 6 centymetrów rozwarcie i że zaraz Mama urodzi Helutka. Tata powykłócał się jeszcze chwilkę z kompletnie go ignorującymi Paniami Położnymi, zwolnił się sąsiedni pokój do porodu i podpierająca się na Pani Położnej Mama do niego przeszła.
A potem to już były tylko krzyki, krzyki i jeszcze raz krzyki... Och, dużo krzyków... Krzyyyków...
Początkowo Tata przy każdej Maminej próbie wypchnięcia Helutka na świat dzielnie trzymał Mamę za ręce, ale później już tylko kucnął w głowie łóżka i cichutko siedział. Mama podejrzewa, że chciał ocalić swoje ramiona przed wyrwaniem z zawiasów... Pani Położna proponowała nawet Tacie, żeby wyszedł na chwilkę na świeże powietrze, ale Tata dzielnie trwał na posterunku, skulony w głowie łóżka i tylko się modlił, żeby ten horror już się zakończył...
I w końcu Pani Położna oznajmiła, że widzi już Helutkową Główkę! Mama poczuła, jak główka wyszła na Świat! A zaraz za główką wypadła reszta Helutka!
Godzina 16:45, 5 października 2007, piątek
Dwa Miesiące Helutkowego Bycia Na Świecie!
Tuesday, December 4, 2007
Mamę dopada Senność...
Dzisiaj Helutek poszedł z Mamą w odwiedziny do Delji. Delia jest całych 19 dni od Helutka starsza. Mama musiała najpierw wnieść wanienkę z Helutkiem na czwarte piętro, bo w domu Delji nie ma windy. A potem Delia posunęła się na swoim Kocyku do Zabaw i dla Helutka też tam znalazło się miejsce. Trochę sobie z Delią pogadał, pokazał jak umie machać łapkami i wymachiwać nóżkami, Delia pochwaliła się swoimi zdolnościami akrobatycznymi i Helutek zapragnął dalszą część rozmowy prowadzić z ramienia Mamy. A jak już znalazł się na ramieniu Mamy, to dopadła go Senność. Delia wtedy stwierdziła, że samej dla siebie też jej się nie chce wymachiwać łapkami i nóżkami i postanowiła się zdrzemnąć. I wtedy już Mama mogła spokojnie słuchać Mamy Delji, która opowiada bardzo ciekawe historie, bo jest dziennikarką i pracuje w Radiu. A w niedzielę Helutek, Mama i Tata pójdą do Delji na Impreze. Hurra!
Monday, December 3, 2007
Kto ty jesteś? Polak mały...
Helutek ma nie tylko Paszport, ale również Polski Akt Urodzenia. Akt Urodzenia dla Helutka załatwiła w Polsce Babcia. Tym samym Helutek dostał też PESEL i Polskie Obywatelstwo. Mama musi jeszcze nauczyć Helutka wierszyka ;-)
- Polak mały.
- Jaki znak twój?
- Orzeł biały.
- Gdzie ty mieszkasz?
- Między swemi.
- W jakim kraju?
- W polskiej ziemi.
- Czem ta ziemia?
- Mą ojczyzną.
- Czem zdobyta?
- Krwią i blizną.
- Czy ją kochasz?
- Kocham szczerze.
- A w co wierzysz?
- W Polskę wierzę.
- Coś ty dla niej?
- Wdzięczne dziecię.
- Coś jej winien?
- Oddać życie.
Tylko że Helutek w polskiej ziemi nie mieszka...
Problem polega na tym, że zbliżają się Mistrzostwa. Mama i Tata prowadzą więc gorącą dyskusję na temat - Komu Helutek będzie kibicował??? Helutek chętnie robi wszystko to, co robi Mama. Ale tym razem Rozum mu podpowiada, że należało by się przyłączyć do obozu Taty. Mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie trzeba się na Mistrzostwach wstydzić (hi hi)...
A jak Polacy będą grali z Niemcami, to Mama i Jej Polscy Przyjaciele zabiorą Helutka na mecz do Biergartenu. Będą machać flagami, śpiewać piosenki i tańczyć na ławkach - ale będzie fajnie!... I wszyscy będą mieć nadzieję, że w końcu tych Niemców pokonamy!!!